|
WYWIADY
wybrane
"Uzdrawiacz"
"Kobieta i styl"
|
-
- "
- "
Bioenergoterapia, Szamanizm,
Bioterapia, Medycyna Energetyczna, Kursy bioterapii, kursy
bioenergoterapii
WIEDZA POMOŻE CI BYĆ ZDROWYM
Wywiad Ewy Parvi: "Uzdrawiacz" nr 6, 2010r.
-
Widziałam jasnożółtą otoczkę, prawie kremową, pulsującą, w kształcie odwróconej
gruszki. W okolicy barku i szyi kolor żółty przechodził w czystą zieleń...
- Ja widziałam niebieskawą poświatę ... w okolicy pana głowy jej
kolor jaśniał, stawał się prawie biały...
- Mnie się wydaje, że dostrzegłem taką otulinę, rozszerzającą się
miejscami, zwłaszcza koło głowy... miała kolory tęczowe... jakoś tak się
zmieniała, promieniowała...
- To była biała poświata wokół pana ciała, która chwilami mieniła się
różnymi kolorami, jakby pulsowała...
- Coś było, ale takie zamglone, czarno-białe...
Kilkanaście
osób - maksymalnie skoncentrowanych, z przymrużonymi oczami, wpatrywało się w
postać wykładowcy przez kilka minut, a potem, po kolei, każdy opisywał co
widział lub też co wydawało mu się, że widzi. Było to wizualizacyjne ćwiczenie
postrzegania aury na zajęciach kursu bioterapii, prowadzonego w kwietniu w
Krakowie przez Jerzego Strączyńskiego. Po odpowiednim przygotowaniu, kursanci
starali się zobaczyć aurę swojego wykładowcy. Jeżeli nawet wtedy niektórzy
ulegali sugestii lub fantazjowali, nie chcąc być gorszymi od innych, to wiele z
tych osób, po dalszych treningach i pracy nad sobą, rozwinie zdolności
postrzegania pozazmysłowego. Będą widzieć aurę różnych ludzi, i potrafią z jej
wyglądu wyciągać odpowiednie wnioski. A ci, którym nie będzie dane widzieć aury,
wyczują swoimi dłońmi jej kształt, wibracje, wybrzuszenia, ubytki.
Jerzy Strączyński, znakomity
warszawki bio i naturoterapeuta, psychotronik, znawca medycyny Dalekiego
Wschodu, po latach praktyki przekazuje teraz swą wiedzę i doświadczenie adeptom
bioterapii. Prowadzi według własnego, autorskiego programu kursy, szkolenia,
warsztaty bioterapii i medycyny energetycznej (wibracyjnej), wykłada na
uczelniach, pisze książki. W kwietniu prowadził taki tygodniowy kurs w Krakowie.
Zaprosił mnie: "Proszę wpaść, posłuchać, zobaczyć". Wieczorem, po skończeniu
zajęć udało mi się z nim porozmawiać. Zadziwiające! Po tylu godzinach wykładów i
pracy z kursantami nie był wcale zmęczony, chętnie odpowiadał na moje pytania.
- Jak to się stało, że Pan, z
wykształceniem uniwersyteckim, historyk sztuki, zajął się naturoterapią,
psychotroniką, dalekowschodnią medycyną?
Moje poważne zainteresowanie
się uzdrawianiem, bioterapią, tradycyjną medycyną tybetańską, chińską,
ajurwedyjską sięga połowy lat 80. W tym czasie byłem już człowiekiem
wykształconym, moja firma dobrze prosperowała, nie musiałem goić za pieniędzmi.
Miałem czas i silną motywację, by zająć się tym, co mnie od dawna interesowało.
Wtedy właśnie w Polsce zaczęły w tej dziedzinie dziać się ciekawe rzeczy. Z
wypiekami na twarzy uczestniczyłem w 1987 roku w Kongresie Polskiego Towarzystwa
Psychotronicznego w Warszawie. Przewodził mu znany reżyser, psychotronik i
parapsycholog Lech Emfazy Stefański. Wykłady i pokazy prowadzili, oprócz
Stefańskiego, wybitni fachowcy w tej i pokrewnych dziedzinach, m.in. Michał
Urbański, Ryszard Tomaszewski, Jerzy Rejmer, Jan Szymański, Tadeusz Doktór,
Stefan Abramowski, Jacek Santorski. Potem miałem wyjątkową możliwość
przyglądania się jak pracują najlepsi wówczas uzdrowiciele: Paweł Połonecki,
Ryszard Ulman, Andrzej Lisiak, Lech Borc, Marek Kalwoda, dr Stefania
Szantyr-Powolny, czy też Jan Putkowski, który swą wiedzę czerpał z dorobku
medycyny ludowej. Tym co mnie najbardziej zafascynowało, były ich ręce.
Niezwyczajne, można rzec magiczne. Obserwowałem jak zręcznie muskały ciało
chorego z pewnej odległości, by po chwili, jakby w gęstwinie niewidzialnych
sieci coś rozplątywać, wyciągać czy też tkać na nowo jakiś kokon, uzupełniać go,
wzmacniać.
- A potem były Indie, fascynacja
tybetańską duchowością, medycyną i praktykami szamańskimi, tradycyjną
medycyną chińską, odkrycie medytacji...
Pod koniec lat 80. byłem w
Indiach. Tam zetknąłem się ze wschodnim systemem medyczno-filozoficznym.
Uczestniczyłem w wielonarodowym spotkaniu ludzi zajmujących się jogą. Potem
odkryłem szamanizm i tradycyjną medycynę tybetańską. Moim mistrzem był lama
Tenzin Wangyal Rinpocze, który odwiedza Polskę, udzielając nauk duchowych.
Urodził się na uchodźctwie w Indiach. Dorastał w tradycji bon, jak i
buddyjskiej. Będąc dziesięcioletnim chłopcem został mnichem. W zachodnim Tybecie
i północnych Indiach jest uważany za wielkiego uczonego, uzdrowiciela o
magicznych mocach i egzorcystę, potrafiącego poskramiać złe duchy. Poznałem też
systemy medytacyjno-relaksacyjne, zgodne z założeniami naturalnej medycyny
ajurwedyjskiej i tybetańskiej. Często medytuję i zalecam to wszystkim. Nawet
krótka seria ćwiczeń medytacyjno-relaksacyjnych przynosi znakomite efekty.
Pozwalają one osiągnąć tak potrzebną równowagę emocjonalną, dobre zdrowie,
radość życia, wzmocnić energię życiową, psychikę i umysł.
- Na swojej stronie internetowej, i
informacjach o kursach, pisze Pan: "Chciałbym przypomnieć i uświadomić, że każdy
normalny, zdrowy człowiek ma potencjał do uzdrawiania i po odpowiednim
przeszkoleniu może go wykorzystać". Czy rzeczywiście każdy człowiek może zostać
bioterapeutą po ukończeniu kursu?
Każdy człowiek ma w sobie
potencjał uzdrowicielski i swoją indywidualną wrażliwość energetyczną. Każdy po
moim kursie amatorskim czy półprofesjonalnym może wspierać drugiego człowieka.
Osoby z większymi wrodzonymi predyspozycjami, kończąc jeszcze szkolenia wyższego
stopnia, wyrastają często na bardzo dobrych bioterapeutów. Jednak wielu
uczestników moich kursów zapisuje się na nie głównie po to, by móc pomagać sobie
samemu, rodzinie, przyjaciołom - w chorobach, różnych problemach natury
zdrowotnej, psychicznej, duchowej. Nie zamierzają zmieniać swoich zawodów,
zostać uzdrowicielami. Pragną jedynie rozwijać się, poznać tajniki i techniki
uzdrawiania duchowego, bioterapii czy też medycyny wibracyjnej. Interesują się
tym i wierzą, że wiele z tego co się tu nauczą może im się przydać w życiu. Chcą
coś zrobić dla siebie, zachować zdrowie, utrzymać dobrą kondycję fizyczną i
psychiczną, a przy okazji pomagać innym.
Jednak z samego faktu, że każdy człowiek ma pewien potencjał energetyczny do
uzdrawiania nie wynika, że może lub powinien zajmować się bioterapią. Są pewne
przeciwwskazania, takie jak złe zdrowie, nadwrażliwość psychiczna i emocjonalna,
brak odpwiedzialonści za zdrowie drugiego człowieka, "szpony" nałogów.
- Czym według Pana powienien odznaczać
się dobry bioterapeuta?
Fachowością, uczciwością,
współczuciem. Nie wolno mu wkraczać w kompetencje zastrzeżone dla lekarzy,
podważać diagnozy medycznej ani odwodzić chorego od terapii i leków, jakie
zalecił lekarz. Podstawowe umiejętności, które są konieczne by być dobrym i
skutecznym bioterapeutą to: siła skupienia czyli umiejętność koncentracji, siła
woli (gorące pragnienie pomocy, uzdrowienia), moc wyobraźni, kontrolowana
wrażliwość energetyczna.
Siła skupienia pozwala bioterapeucie wprowadzać energię w
określony, zaatakowany chorobę organ ciała ludzkiego, w jego wybrane tkanki, a
nawet korórki. Pozwala też kontrolować przepływ energii przy przesyłaniu jej na
odległość. Siła woli jest konieczna, by nie rozpraszać się, utrzymać
koncentrację dłużej oraz nadać właściwy charakter i określoną moc uzdrawiającą
przekazywania energii. Dzięki tej sile woli bioterapeuta zawsze podejmuje walkę
z chorobą i wierzy, że ją wygra. Energia siły woli uzdrowiciela przekazywana
choremu pobudza jego osłabioną wolę życia, przyspieszając proces zdrowienia. Moc
wyobraźni pomaga bioterapeucie w wizualizacji, widzeniu aury i innych zjawisk
paranormalnych. Dzięki niej potrafi on tworzyć wizje zdrowego organu bez
chorobowych komórek lub innych defektów i nadać jej taką siłę, że chory szybciej
powraca do zdrowia. Kontrolowana wrażliwość energetyczna pozwala uzdrawiającemu
uświadomić sobie różnorodność odczuć i informacji płynących z ciała i aury
chorego oraz w sposób świadomy otworzyć się na te odczucia, ale także skutecznie
zamknąć się na nie po skończonym zabiegu. W ten sposób zabezpiecza ona
uzdrowiciela przed niebezpiecznym odczuwaniem dolegliwości innych osób w jego
ciele.
- Panuje powszechne przekonanie, że
jasnowidzenie to zdolność wyjątkowa, którą posiadają tylko nieliczni, której nie
można się nauczyć. Tymczasem Pan uczy kursantów wizualizacji, widzenia aury. Jak
to możliwe? Czy to jakieś czary?
Człowiek nie kończy się na skórze.
Jego widzialne fizyczne ciało otulają powłoki energetyczne o odpowiednim
kształcie, barwie, zagęszczeniu i funkcjach.
Najbliższa ciała fizycznego jest aura, zwana wewnętrzną lub biopolem, a dalej
otaczają nas: ciało emocjonalne (astralne), ciało mentalne, ciało przyczynowe i
ciało duchowe. To właśnie aura wewnętrzna wchłania energię życiową (bioenergię).
Jej istnienie potwierdzają zdjęcia wykonane przy pomocy fotografii
kirlianowskiej. Zdrowego człowieka otacza aura "grubości" około 10-15 cm ale u
osób chorych, którym coś dolega, ta energetyczna otoczka jest nieregularna,
poszarpana, w chorych miejscach cieńsza, dziurawa. Chorobę może także spowodować
nadmiar bioenergii występujący w pewnym miejscu od dłuższego czasu, i wówczas
aura w tym miejscu się wybrzusza.
Umiejętność wizualizacji zjawisk energetycznych jest
niezwykle ważna w pracy bioterapeuty. Dzięki widzeniu aury można dostrzec
chorobę w ciele energetycznym, zanim przejawi się w organizmie człowieka. Zanim
pojawi się na przykład katar i kaszel, w aurze, w okolicach gardła i płuc,
występują ubytki bioenergii, które jasnowidzący zobaczą jako szare plamy. Jeśli
jakiś obszar ciała energetycznego jest osłabiony z powodu ubytku bioenergii,
odpowiadająca mu część ciała fizycznego będzie źle funkcjonować albo ulegać
infekcjom.
Postrzegania aury uczę już na podstawowym kursie bioterapii.
Jak? To pewna moja tajemnica, ale trochę ją zdradzę. Jest to specjalne
działanie, polegające na odblokowaniu centrów energetycznych i uwrażliwieniu
czakry trzeciego oka, znajdującego się na środku czoła, pomiędzy brwiami. Czakra
ta m.in. odpowiada za funkcje zmysłów i postrzeganie pozazmysłowe. Dzięki
takiemu działaniu kursant w szybszym tempie może wejść w tzw. kontrolowane
widzenie energetyczne, w tym spektrum widzenia, jakie jest ono dla niego możliwe
i bezpieczne. Poniewż każdy człowiek ma inną możliwość widzenia, stąd wizje aury
nie są jednakowe. Na kursie podstawowym różnie z tym widzeniem aury bywa, zależy
to od predyspozycji danej osoby. Ale podstawowy poziom wizualizacji, czyli
postrzeganie energii wokół ciała człowieka powinni osiągnąć wszyscy adepci
profesjonalnego kursu bioterapii.
- Ci, którzy nie są w stanie zobaczyć
aury, mogą nauczyć się ją wyczuwać...
Poza siedmioma czakrami głównymi
jest wiele pomniejszych czakr: na wewnętrznej stronie dłoni, na opuszkach
palców, stopach kolanach i na wysokości głównych narządów. Przeważnie kurs
bioterapii zaczynam od uwrażliwiania dłoni i palców oraz uświadomienia sobie
przez słuchaczy, jakie towarzyszą temu zjawiska. W tym celu wprowadziłem weile
"inicjacji energetycznych", umożliwiających szybkie otwarcie czakr dłoni i
opuszków palców oraz czakry trzeciego oka. Celem tych inicjacji jest
wprowadzenie adeptów w doświadczenie wrażliwości, jaką dysponuje nauczyciel,
podniesienie na wyższy poziom ich indywidualnych wibracji oraz poszerzenie tzw.
okna percepcji.
- Wykłada Pan na kursach medycynę
energetyczną. Co to jest, czym się różni od bioterapii? Czy medycyna
energetyczna i wibracyjna to jest to samo?
W dzisiejszym nowoczesnym świecie,
w bioterapii nie wystarczy już prosta intuicja i nakładanie rąk na chore
miejsca. Czasy tzw. bioterapii dotykowej bezpowrotnie minęły. Techniki
bioterapii dotykowej bezpowrotnie minęły,. Techniki bioterapeutyczne bardzo się
rozwinęły, czego przykładem jest medycyna energetyczna, zwana wibracyjną. Na
czym polega? Jest to obszerny temat i myślę, że zostawimy go na naszą następną
rozmowę.
Rozmawiała: Ewa PARVI
ŚWIATŁO
ŻYCIA
Kurier
Szczeciński 07.01.2009r. -> www.24Kurier.pl
Rozmowa z Jerzym Strączyńskim,
bioenergoterapeutą, wiceprezesem Polskiego Zrzeszenia Naturoterapeutów
Dyplomowanych
„Cuda nie zdarzają się wbrew
naturze, lecz tylko wbrew temu, co jest nam znane w naturze". (św.
Augustyn)
- Ilu bioenergoterapeutów
zrzesza warszawski związek naturoterapeutów i ilu z nich działa poza
organizacją?
- W zrzeszeniu mamy około 50 członków, wysokiej
klasy specjalistów, działają w całym kraju. Poza naszą organizacją
istnieje wiele innych. Tak naprawdę nie wiadomo, ile osób zajmuje się
uzdrawianiem. Jednak szerzej medycyną naturalną w Polsce może zajmować
się nawet do 50 tys. osób. Nasza organizacja nie weryfikuje ani nie
potwierdza kwalifikacji zawodowych, choć mamy świadomość, że istnieje
pewna grupa osób, która psuje nam reputację.
- Na czym polega zjawisko uzdrawiana
metodami naturalnymi?
- Chcę podkreślić, że wykwalifikowani bioterapeuci
nigdy nie wchodzą w tok diagnozy i terapii medycznej, działają w polu
energetycznym człowieka, usprawniają przepływ energii w meridianach,
doładowują, harmonizują pole energetyczne na fizycznych i subtelnych
poziomach. Nierównowaga energetyczna powoduje bloki i spiętrzenia
energii w organizmie, które mogą stać się przyczynami chorób. Opieramy
się między innymi na starej, sprawdzonej przez wieki wiedzy: medycynie
naturalnej, chińskiej i tybetańskiej, na technikach oczyszczających,
relaksacyjnych. Działamy na system immunologiczny, wzmacniamy witalność
energetyczną, co również sprawia, że przepisane przez medycynę
oficjalną lekarstwa są lepiej przyjmowane przez organizm. Uważam, że
komplementarność działań, czyli korzystanie z medycyny naturalnej i
bioenergoterapii oraz tej nowoczesnej, akademickiej, może przynieść
choremu korzyść, usprawnić dochodzenie do zdrowia.
- Jaką rolę w procesie terapii spełnia
pacjent?
- Myślę, że sam chory zawsze odgrywa dużą rolę w
procesie zdrowienia. Staramy się, aby stał się świadomym i aktywnym
czynnikiem procesu terapeutycznego. W powrocie do zdrowia pomagają nie
tylko lekarstwa i nasze działania, ale także żywienie, relaks i ruch,
zmiana złych nawyków, głębokie zrozumienie samego siebie, własnej
wrażliwości i właściwych relacji z innymi ludźmi.
- Czy każdy może zostać
bioenergoterapeutą? Organizuje pan różne kursy, za które chętni płacą,
by potem przystępować do „leczenia innych”.
- Od razu prostuję - bioterapeuta nie leczy w
sensie medycznym i nie każdy może być bioenergoterapeutą, choć prawie
każdy ma potencjał do uzdrawiania. Aby zostać skutecznym
naturoterapeutą, trzeba mieć wiedzę, również z zakresu anatomii i
fizjologii. Trzeba być też samemu zdrowym, dojrzałym emocjonalnie i
psychicznie, wiedzieć, co to znaczy odpowiedzialność w zawodzie i nie
rościć sobie prawa do zastępowania lekarza. Zainteresowania muszą być
autentyczne, wypływać z głębi człowieka. Dobry bioenergoterapeuta aby
pomóc, musi odznaczać się fachowością. Powinien umieć zdystansować się
od problemów klienta. Twierdzę, że do takiej pracy trzeba mieć odrobinę
daru i predyspozycje. Pragnę też rozwiać mit, że po kursie każdy
„leczy” - leczy lekarz, my, poprzez działania energetyczne, pozytywnie
wpływamy na zdrowie człowieka. Na szkolenie przychodzą przeważnie
ludzie ze średnim i wyższym wykształceniem, którzy chcą pomóc sobie i
najbliższej rodzinie. Pragną rozwinąć się w takiej niekonwencjonalnej
dziedzinie - i to nie dla pieniędzy, bo mają dobre zawody i bywają
majętni. Nasi kursanci po prostu rozumieją, że zharmonizowanie ciała,
energii i umysłu zdecydowanie polepsza zdrowie, daje siłę i radość oraz
pewien komfort w życiu. Szukają też zrozumienia różnych zjawisk, zasad
zdrowia, mądrości. Przecież wokół nas i wewnątrz nas jest pełno tzw.
tajemnic. Warto poznać niektóre inne teorie dotyczące zdrowia,
makrobiotyki, dalekowschodnie koncepcje medyczne, ciekawe
wytłumaczenia, także definicje z różnych poziomów wiedzy ezoterycznej.
- Istnieje pewien ruch w Europie, który
chce eliminacji medycyny naturalnej.
- To prawda, nawet w Polsce szykuje się nowa
ustawa w tej kwestii, choć opinie środowiska bioenergoterapeutów nie są
zbytnio brane pod uwagę. Osobiście sądzę, że najlepiej byłoby połączyć
siły medycyny akademickiej z wielowiekowym dorobkiem medycyny
naturalnej, dalekowschodniej, a także bioterapii.
Przecież na kursy bioterapii przychodzą także praktykujący lekarze,
czasami wysocy specjaliści, wielu z nich z nami współpracuje. Poznanie
funkcjonowania człowieka na poziomie energii, różne metody postrzegania
pozazmysłowego wykraczają często poza obiektywne eksperymenty naukowe.
Jest to wiedza fascynująca, ocierająca się często o tzw. cuda.
- Rozumiem, że w medycynie energetycznej
świat postrzega się w kategoriach energii. Stan zdrowia i choroby
również rozpatruje się w podobny sposób.
- Człowiek istnieje na 3 podstawowych planach:
fizycznym, energetycznym i mentalno-duchowym. Zachodnia nauka
współczesna potwierdza, że zbudowani jesteśmy z pól energii, niekiedy
określanych jako pola morfogenne. W istocie wybiega się ku sferze,
którą dopiero zaczynamy postrzegać i badać - ku koncepcji
„energetycznego modelu życia i człowieka”. Trzeba też przyjąć, że we
wszechświecie wszystko jest wzajemnie powiązane i współzależne, również
eksperymentator ma wpływ na efekty doświadczenia... Korzystanie z
fachowej pomocy w dziedzinie medycyny naturalnej stało się zjawiskiem
społecznym, coraz bardziej akceptowanym na świecie. Prowadzone są np.
badania na temat roli modlitwy i medytacji w procesie zdrowienia. To
mówi wiele o tym, jak mało wiemy i jakie światy do zbadania otwierają
się przed nami.
- Dziękuję za rozmowę
Rozmawiała
Danuta WYSOCKA
Agnihotra,
Zabiegi Fantomowe, Poszerzanie "Oka Percepcji"
WYWIAD
UZDRAWIACZ 06.2005r.
Jerzy
Strączyński to znany terapeuta warszawski. Jest znakomitym praktykiem,
stale wzbogacającym swój warsztat o nową wiedzę. Włącza do uzdrawiania
ciągle nowe metody. Przekazuje też swoje doświadczenia innym
uzdrowicielom pragnącym posiąść nowe umiejętnoście. Z Jerzym
Strączyńskim rozmawia dziennikarz "Uzdrawiacza".
- Od wielu lat mieści się pan w ścisłej czołówce
polskich bioterapeutów. Uważany jest pan także za wybitnego fachowca
zajmującego się szkoleniem w kraju i za granicą nie tylko
początkujących bioterapeutów, ale również prowadzi pan seminaria
doskonalące dla uzdrowicieli i bioterapeutów zaawansowanych. Kilka lat
temu na łamach UZDRAWIACZA rozmawialiśmy o wyższych poziomach
energetycznych, medycynie energetycznej (wibracyjnej), działaniach
fantomowych w obszarze pól energetycznych ciał widmowych człowieka, o
Pana profesjonalnych autorskich kursach bioterapii ukierunkowanych
szczególnie na przekaz umiejętności praktycznych, które mają tak
specyficzny i wyjątkowy charakter, że mówi się już o szkole
Strączyńskiego – co pan na to?
- Rzeczywiście słuchacze prowadzonych przeze mnie
kursów bioterapii praktycznej dostają to, czego jak sami mówią na
innych kursach (wielu z nich ukończyło takie kursy), w
satysfakcjonującym ich stopniu nie dostają. Na moich kursach dostają
to, co określamy w naszym zawodzie poszerzeniem „oka percepcji”, czyli
uaktywnienia zdolności paranormalnych i to w dość krótkim czasie.
Następnie słuchacze poprzez właściwe ćwiczenia mentalne i energetyczne
dłoni, ciała i umysłu, oraz wielostopniowe inicjacje energetyczne,
otrzymują przekaz wrażliwości (czucia) i doświadczenia nauczyciela.
Prowadzeni przeze mnie słuchacze podnoszą swój indywidualny poziom
wibracji na tyle, że w bezpieczny i kontrolowany sposób potrafią
zastosować swoje umiejętności i właściwości lecznicze dla dobra innych
ludzi, lub na potrzeby własne.
Nie bagatelną sprawą, która
mnie wspiera i pomaga w pracy jest fakt, że szkoleniem i kształceniem bioterapeutów
zajmuję się już prawie piętnaście lat i tyleż samo, a może i więcej
lat, praktykuję medytację w tradycji wschodniej. Pewne doświadczenia i
techniki z tych wielu lat praktyki medytacyjnej wykorzystuję przy
wprowadzaniach moich kursantów np. w trudny
i wielostopniowy proces wizualizacji aury i innych zjawisk
energetycznych.
ZABIEGI OCZYSZCZAJĄCE AURĘ
- Przejdźmy do Pańskiej praktyki zawodowej, co
szczególnie interesuje naszych Czytelników. Pacjenci podkreślają
bowiem, że Jerzy Strączyński jest wyjątkowo skutecznym bioterapeutą.
Czy coś się w niej zmieniło, może wypracował Pan nowe skuteczne metody,
jakieś odkrycia, nowości?
- Owszem, jest parę nowych metod. Stosuję je z
powodzeniem już od jakiegoś czasu i nauczam
ich w pewnym zakresie na swoich kursach bioterapii oraz warsztatach
doskonalących, prowadzonych w Zakładzie Doskonalenia Zawodowego w
Warszawie. Te nowe
metody, to m.in. specjalistyczne, wielopoziomowe zabiegi oczyszczające
aurę albo jeszcze szerzej, pole energii życiowej człowieka w aspekcie
energetycznym i informacyjnym. Jedna z tych metod nawiązuje do
starożytnej sztuki uzdrawiania poprzez oczyszczanie miejsc i
negatywnych energii ogniem- czyli palenia agnihotry. W tej metodzie do
wypalania negatywnych energii wykorzystuję płomień palącej się świecy,
który reprezentuje mówiąc najogólniej oczyszczającą właściwość żywiołu
(elementu) ognia. Zabieg jest trudny i dość długi, wymaga dużego
skupienia, wysiłku i wyjątkowej uwagi oraz specyficznej wiedzy w tym
zakresie.
- Trochę w tym magii?
-Rzeczywiście
pacjenci, którzy leżą w tym czasie na leżance opowiadają, że wygląda on
trochę jak magiczny rytuał, zaś ich odczucia w ciele na poziomie
energetycznym, emocjonalnym i mentalnym są wyjątkowo silne i
zróżnicowane. Zabieg prowadzi się w ten sposób, że najpierw oczyszcza
się ciało z niesubtelnych negatywnych wibracji a następnie etapami
przechodzi do coraz subtelniejszych poziomów ciała
emocjonalno-astralnego, mentalnego a nawet przyczynowego. Dzięki temu,
proces oczyszczania traktowany jest całościowo, obejmuje wiele sfer
naszego życia wewnętrznego a także zewnętrznych relacji i uwarunkowań.
Wykorzystuję w tym procesie starą maksymę, która powiada, że przyczyn
wielu chorób należy szukać w sferze psychosomatycznej. W trakcie
oczyszczania ogniem zauważyłem, że promieniowanie energii zaburzonego
miejsca promieniuje o wiele dalej niż ogólnie się przyjmuje. Często
sięga ono nawet paru metrów i jest bardzo silnie zakorzenione.
Najczęstszym obszarem silnych nagromadzeń negatywnej, wręcz chorobowej
energii, są okolice głowy, ramion oraz nóg.
- Czy taki seans jest skuteczny?
- Właśnie to jest najważniejsze, jak mówią moi
pacjenci – to działa i jest skuteczne. Po takim zabiegu opowiadają, że
czują się tak, jakby zdjęto z nich jakiś niewidzialny ciężar. I jeszcze
jedna istotna rzecz – ten zabieg nie jest nastawiony na „dawanie
energii”, on przede wszystkim oczyszcza i przywraca zdrowe wzorcowe
wibracje organów, części ciała, jego energetycznych pól. Oczyszcza też
świadomość umysłu.
W związku z tym nasuwa mi
się jeszcze jedna refleksja, bardzo wielu bioterapeutów nastawiona jest
wyłącznie na proste dawanie energii. Metoda ta jest mało skuteczna,
kiedy porządkujemy energie chorego człowieka na jego wyższym poziomie
wibracji. W medycynie wibracyjnej, której jestem zwolennikiem i
propagatorem, przyjmuje się, że wibracja ma dwa podstawowe aspekty – aspekt
energetyczny i aspekt informacyjny. Na wyższym poziomie
organizacji struktur energetycznych człowieka dominuje informacyjny
aspekt wibracji i o tym trzeba również pamiętać.
Kiedy pracuję w wewnętrznych strukturach
fantomowych np. chorych organów, to moja
terapia polega na przywracaniu im, poprzez tzw. operację fantomową,
zdrowej, prawidłowej funkcji w subtelnym ciele widmowym. Kiedy indziej
wystarczy tylko parę ruchów dłoni z odpowiednią sugestią mentalną i
wizualizacją zdrowego obrazu organu lub jego części i proces zdrowienia
pacjenta następuje dość szybko.
DIAGNOZA WŁAŚCIWA TERAPIA I POTENCJAŁ DO
WYZDROWIENIA
- No dobrze, ale proszę mi wytłumaczyć, dlaczego w
tych samych dolegliwościach jednym pomagacie a innym nie? - słyszałem
tyle różnych teorii na ten temat.
- Myślę, że wszystkie po części są prawdziwe. Ja
wyróżniam trzy podstawowe czynniki i jeżeli one zaistnieją w relacji
bioterapeuta - pacjent to pozytywny efekt terapii powinien być
widoczny. Pierwszy z nich to właściwa diagnoza oparta
na wrażliwości energetycznej z jednej strony i właściwej interpretacji
tych odczuć z drugiej. By właściwie zinterpretować odczucia płynące z
ciała chorego i jego subtelnych ciał energetycznych, potrzebna jest
wiedza oraz odpowiedni model teoretyczny, który wyjaśni nam czym jest
to zaburzenie i gdzie jest jego przyczyna.
Drugi podstawowy czynnik to zastosowanie
właściwej terapii. Jeżeli nie popełnimy błędu w pierwszej
fazie zwanej diagnozą, to wybranie właściwej formy terapii
energetycznej i ewentualne wsparcie jej innymi metodami medycyny
naturalnej nie powinno nastręczyć, dobrze wyszkolonemu bioterapeucie,
większych trudności. Ale zdarzają się tzw. błędy terapii np. zamiast
bardziej oczyszczać i zdejmować nadmiar energii, bioterapeuta
nadmiernie energetyzuje.
Trzeci ważny czynnik, na który niestety nie mamy
większego wpływu, to moim zdaniem brak u pacjenta tzw.- „potencjału
do wyzdrowienia”. Jeżeli ten trzeci czynnik jest czynnikiem
dominującym, nasze działania mogą okazać się mało skuteczne. Ponieważ
na temat tego trzeciego czynnika wiemy na ogół zbyt mało, dlatego
powinniśmy nie zaprzestawać zbyt wcześnie naszych zabiegów, gdyż nie
wiadomo nigdy, kiedy może on stracić swój charakter dominujący.
Z mojego wieloletniego doświadczenia wynika, że
czasami prosty zabieg doenergetyzowujący może w znacznym stopniu
ograniczyć lub znieść całkowicie destrukcyjną rolę tego czynnika, - ale
może też i nie zadziałać.
W moim przekonaniu ten trzeci czynnik zdecydowanie
determinuje naszą pracę.
TRAKTUJĘ PACJENTA JAKO CAŁOŚĆ
- Z jakimi dolegliwościami trafiają do pana
pacjenci, czy w czymś się pan specjalizuje?
- Raczej
nie, staram się pomagać we wszelkiego rodzaju dolegliwościach takich
jak: choroby reumatyczne, stawowe i kostne, gojenie ran i blizn
pooperacyjnych, bóle głowy, pleców i kręgosłupa, dolegliwości
żołądkowe, wątroby, nerek, i innych organów wewnętrznych, przewodu
pokarmowego, zła praca jelit (nadwrażliwość), choroby kobiece. Pomagam
w chorobach układu krążeniowego. hormonalnego, nerwowego itp. Dużo też
pracuję z dziećmi zajmując się min. takimi dolegliwościami jak:
opóźnienie mowy, moczenie nocne, brak koncentracji, nadpobudliwość.
W zasadzie my bioterapeuci głównie leczymy
człowieka jako całość, a nie poszczególne choroby. I jeszcze jedna
ważna uwaga, ja blisko współpracuję z lekarzami, ze światem nauki i
medycyny. Szanuję i cenię ich pracę i nie wkraczam w kompetencje
zastrzeżone dla lekarza. Dla mnie osobiście, diagnoza medyczna i
terapia zalecona przez lekarza jest bardzo pomocna i w żaden sposób nie
ogranicza mojego działania.
Rozmawiał: MARIAN STANISZ
MÓZG PEŁEN TAJEMNIC
"Kobieta i Styl"
10.1999r.
Jerzy K., warszawski lekarz,
woził matkę cierpiącą z powodu zaburzeń błędnika od specjalisty do
specjalisty. W końcu trafił z nią do bioterapeuty i od początku do
końca obserwował zabieg. „Bioterapeuta polecił matce, aby zamknęła oczy
- relacjonował później. - Położył jej ręce na głowie, sam też zamknął
oczy i oznajmił: za
chwilę pokażą się pani linie. Proszę opisać, jak biegną. Widzi je pani?
- Nie. - A teraz? - Za moment matka nie otwierając oczu powiedziała, że
widzi linie. - Jak przebiegają? - pytał bioterapeuta. - Ukośnie,
podnoszą się w lewo - wyjaśniła. - Dobrze, a teraz proszę dać mi znać,
gdy przesuną się do poziomu. - Już! - Dziękuję, to wystarczy. Matka
otworzyła oczy i podniosła się z krzesła
bez mojej pomocy. Po tym jednym zabiegu zaburzenia równowagi skończyły
się i do tej pory nie powróciły".
- Proszę powiedzieć, co Pan robi z błędnikiem?
Kiedy się słucha o przypadkach
schorzeń, w których Pana pomoc była skuteczna, sprawia to wrażenie
jakiejś niewiarygodnej sztuczki.
- Jest to metoda, którą sam wypracowałem. Może
ktoś działa podobnie, ale nie słyszałem o tym. Wieloletnie uprawianie
medytacji umożliwiło mi po zamknięciu oczu zobaczenie czegoś w rodzaju
monitora, ekranu. Na tym moim „ekran/e" mogę śledzić te funkcje mózgu
pacjenta, które chce zbadać.
W opisanym przypadku zestroiłem się z mózgiem
pacjentki, a następnie narzuciłem jej swój „ekran" nastawiony na
diagnozowanie błędnika. l pacjentka, i ja mogliśmy obserwować układ
energetycznych linii. Gdyby błędnik działał prawidłowo, linie biegłyby
poziomo. Jednak obydwoje wiedzieliśmy, że są odchylone. Zawsze wtedy
dodatkowo sprawdzam. Następnie, trzymając dłonie na głowie pacjentki,
siłą umysłu - bo inaczej tego nazwać nie mogę - zmieniam położenie
linii. Zaraz potem pacjenci otwierają oczy, wstają i stwierdzają, że
zaburzenia znikły.
- Czy korzystając z tej same/ zdolności
dostrajania się do drugiego człowieka potrafi Pan diagnozować i leczyć
inne przypadłości umysłu?
- Umożliwia mi to pracę z psychiką dorosłych i
dzieci w dość szerokim zakresie, np. przy braku koncentracji uwagi albo
braku logicznego myślenia. Są dzieci, które nie radzą sobie z
matematyką, ponieważ ich poziom abstrakcyjnego myślenia jest nie
ukształtowany. Zestrajam się z umysłem takiego dziecka, rozwijam mu
przestrzeń i prowadzę tak, aby rysowało w myślach np. figury
przestrzenne.
- Jak Pan to robi konkretnie?
- Po zestrojeniu się z umysłem dziecka mówię:
zamknij oczy i powiedz, co widzisz. - Nic. - To „nic" jest szare,
czarne, jasne? - pytam, ale już wiem, co widzi dziecko, l słyszę dobrą
odpowiedź: szare, chociaż dziecko nie uświadamia sobie jeszcze, że już
widzi. Mówię: teraz postaw kropkę. Teraz narysuj linię, l sprawdzam,
jak wygląda ta linia. Prawidłowo, więc mówię: złam dwa boki tej linii i
zepnij je w górze. Co powstało? - Trójkąt. -Zaokrąglij kąty, co będzie?
- Koło.
- Narysuj 6 i odwróć do góry nogami. Co będzie? - 9. - l tak zadaję
dziecku kolejne ćwiczenia, cały czas sprawdzając. Umysł dziecka otwiera
się, zaczyna pracować inaczej. A przy okazji najbliższego badania
psycholog stwierdza, że nastąpiła znaczna poprawa, o czym natychmiast
donoszą mi rodzice.
- A jak Pan pracuje z zaburzeniami mowy?
- Zdarza się, że trafiają do mnie dzieci w wieku
2-5 lat z zablokowanym ośrodkiem mowy, z opóźnieniami w rozwoju mowy.
Bioenergoterapia, ale ta na wyższym poziomie pracy z energiami, bywa w
takich przypadkach bardzo skuteczna. Jak leczę? „Wchodzę w ośrodek mowy
na podobnej zasadzie, jak przy leczeniu błędnika. Zazwyczaj gdy dziecko
ma kłopoty z mówieniem,
rodzice wywierają nacisk, aby mówiło jak najwięcej. Wtedy dziecko
denerwuje się, męczy, mówi coraz gorzej. W mojej terapii nie wolno
mówić na głos! Wtedy dziecko nie stresuje się i otwiera się. - A jak
mam mówić? -pyta.
- W myślach -
odpowiadam. - Ja będę mówić na głos, a ty w myślach i tylko ruszaj
ustami. To bardzo prosta terapia. Trzymam rękę na głowie dziecka i
mówię jakiś znany wierszyk, wyraźnie, dzieląc go na sylaby. Każda
sylaba, każdy dźwięk ma inną wibrację. Ja mówię wibracjami do ośrodka
mowy, przypominającego membranę, w którą uderzam energią.
- Ille takich seansów trzeba przejść?
- Trzy, cztery, ale po pierwszym są już efekty.
- A leczenie zaburzeń słuchu?
- Opieram je na tej samej zasadzie.
- Przypadkowo wiem, że leczył Pan autystycznego
chłopczyka, który po bodajże dwóch spotkaniach zaczął nawiązywać
kontakt z otoczeniem. Wydaje się, że w tak krótkim czasie jest to
niemożliwe...
- Doprowadzam do nawiązania kontaktu z dzieckiem.
Słownie jest to na ogół niemożliwe. W jodze, którą ćwiczę, pracuje się
z emocjami. Każda emocja ma swój aspekt energetyczny, swoją wibrację.
Jeżeli dostroję się energetycznie do takiego dziecka - a to nie sprawia
mi kłopotu - nie muszę z nim rozmawiać. Po dostrojeniu się przesyłam mu
dobrą, miłą wibracje.
Dlaczego dziecko blokuje się na świat zewnętrzny? Bo postrzega go
inaczej niż my. Bodźce płynące z zewnątrz nie dają mu przyjemności,
przeciwnie, sprawiają przykrość. Nie ma znaczenia, czy ktoś uśmiecha
się czy nie, czy coś jest słodkie czy gorzkie. Wszystko jest negatywne.
Natomiast świat wewnętrzny jest światem przyjemnym.
Wchodząc w umysł takiego dziecka, reprezentuję dla
niego cały zewnętrzny świat. W kontakcie ze mną doznaje ono na poziomie
energetycznym przyjemnych odczuć. Teraz, jak po lince, można próbować
przeciągnąć je na stronę świata zewnętrznego pierwszym pozytywnym
wrażeniem, które stamtąd do niego dotarto.
W warszawskim mieszkaniu pana Jerzego, gdzie
rozmawiamy, na stole piętrzy się zbiór wszelakich ludzkich nieszczęść:
opisy chorób sporządzone przez pacjentów, diagnozy lekarskie, wypisy ze
szpitali. Także listy pełne radości, że zdrowie powróciło, Jest tam
sporo opisów mówiących o skutecznym wyleczeniu przypadków związanych z
funkcjonowaniem centralnego układu nerwowego, kory mózgowej, ośrodków
mowy, pamięci. Niewiarygodne, ale prawdziwe.
ANNA SZPIGANOWICZ
MEDYCYNA
ENERGETYCZNA - JERZY STRĄCZYŃSKI
WYWIAD UZDRAWIACZ
07.1999r.
— Kim jestem — zastanawia
się Jerzy STRĄCZYŃSKI — bioterapeutą czy uzdrowicielem"? Sądzę, że
miano uzdrowiciel bardziej odpowiada temu co robię, gdyż pracuję na
wielu płaszczyznach. Idę bardziej w kierunku
nazywanym medycyną energetyczną, która łączy klasyczną bioterapię z
uzdrawianiem duchowym i stara się dotrzeć do przyczyny choroby w sensie
psychosomatycznym. Nie stosuję klasycznej bioterapii, tylko wpływam na
energię pacjenta. Wchodzimy tu w system sterowania zdrowiem...
Strączyński, to uzdrowiciel
przyjmujący w Warszawie. Ma jednak tak rozległą wiedzę teoretyczną i
praktyczną, że zapraszany jest do prowadzenia kursów w różnych innych
miastach naszego kraju. Ma grono zagorzałych sympatyków, podczas VII
Krakowskiego Festiwalu Ezoterycznego aż trzykrotnie występował na sali
estradowej, mogącej pomieścić 800 widzów. Były to medytacje oraz
rozważania o uzdrawianiu i psychotronice, a także medycynie
energetycznej.
DYSHARMONIA MIĘDZY
CZŁOWIEKIEM A PRZYRODĄ
— Rewolucja przemysłowa —
utrzymuje Jerzy Strączyński — wniosła dysharmonię między człowiekiem a
przyrodą: Nazbyt krytyczny, czasem wręcz negujący stosunek do religii i
innych wartości duchowych, niezbędnych w życiu człowieka, pozbawia go
dostępu do najsubtelniejszych, wręcz życiodajnych poziomów energii, bez
których byt człowieka może być poważnie zagrożony. Przykładem tego jest
gwałtowny rozwój chorób o podłożu psychosomatycznym i zaburzeń
psychicznych, określanych często jako „choroba duszy".
DIAGNOZA Z AURY
CZŁOWIEKA
Człowieka
otacza aura. Uzdrowiciel, który pracuje na wyższych poziomach
energetycznych, widzi człowieka wieloplanowo, najczęściej przez jego
aurę. Widzi wiele powłok duchowych, z których każda magazynuje wiele
informacji o emocjach, pragnieniach, myślach przeszłych i przyszłych.
Powłoki te posiadają pewien zasób energii, którą możemy zagospodarować
mądrze lub rozrzutnie, zyskując siły i zdrowie lub popadając w kryzys
lub chorobę. A że te
poziomy są w ciągłym ruchu, dlatego czasem popadamy w osłabienie i
stres, a czasem zyskujemy bodziec i motywację
do rozwoju. Te stany zdrowotne i emocjonalne —jak wyjaśnia Jerzy
Strączyński — odbijają się w wyglądzie
aury, wpływając na jej świetlistość, przejrzystość, kolor i wielkość.
Aura potrafi informować o naszych możliwościach, kompleksach, stresach,
przebytych i aktualnych chorobach, zdolnościach i predyspozycjach. Aura
potrafi pokazać choroby, które są w tzw. fazie przed-klinicznej, czyli
dopiero się zalęgają. Dowiadując się o nich możemy na czas im
przeciwdziałać, niejako im zapobiec. I tu jest ważne, ale też trudne
zadanie dla terapeutów. Trzeba zauważyć te zmiany w aurze i umieć je
właściwie zinterpretować. Jerzy Strączyński uważa, że diagnoza i
terapia w jego metodzie powinny spełniać dwie zasadnicze funkcje:
- rozpoznanie zaburzeń
energetycznych w fazie przedklinicznej, przy uwzględnieniu
psychosomatyki i duchowych potrzeb człowieka;
-
zastosowanie właściwej terapii energetycznej lub psychoterapii,
udzielanie pomocy przy wyborze najskuteczniejszej metody w zakresie
medycyny naturalnej i uzmysłowienie
pacjentowi jego naturalnych potrzeb na drodze indywidualnego rozwoju
duchowego.
7 LAT DOŚWIADCZEŃ
Jerzy Strączyński doszedł do
swych spostrzeżeń przez 7 lat współdziałania z lekarzami.
Okazuje się, że lekarze posługując się wiedzą tylko medyczną nie
potrafią wykryć pewnych zakłóceń występujących w organizmie. Do tego
potrzebna jest szczególna wrażliwość jaką dysponują psychotronicy. My —
mówi uzdrowiciel — potrafimy odbierać informacje wywodzące się z
kanałów energetycznych pacjenta i poprawić jego system energetyczny. Po
kilku seansach chory zaczyna odkładać leki, ustępuje u niego stres,
system emocjonalny wraca do normy. Jednym słowem człowiek zaczyna
zdrowieć, choć poprzednio nie pomagały mu zabiegi lekarskie ani
lekarstwa chemiczne.
SKUTECZNY W
CHOROBACH GENETYCZNYCH
Medycyna
energetyczna idzie dalej od tradycyjnej medycyny. Dzięki niej można
uniknąć schorzeń genetycznych, np. otyłości lub dolegliwości tarczycy.
Rzadko się bowiem zdarza, że można medycznie wyleczyć otyłość dziecka,
które odziedziczyło ją po rodzicach. W przypadku medycyny energetycznej
to się udaje. Metoda Jerzego Strączyńskiego jest też daleko mniej
ingerencyjna w organizm, niż tradycyjne leczenie medyczne nie wpływa
ujemnie w przypadku ciąży, jest bezpieczna dla płodu, nie powoduje
odrzucenia przeszczepu.
UWALNIA OD NERWIC
MATKI I DZIECI
Do Jerzego Strączyńskiego
przychodzą matki skarżąc się na zbyt dużą pobudliwość nerwową swoich
pociech. Okazuje się najczęściej, że choroba matki powoduje nerwowość
dziecka. Kilka seansów wprowadza do domów spokój. Jak uzdrowiciel
tego dokonuje?
— Wpływam na system, który
porządkuje energię. Ja nie kreuję nowego stanu, ale naprawiam
zaburzenia. W chwili gdy system energetyczny funkcjonuje znów
prawidłowo, sam sobie radzi z dolegliwościami Uspokaja system nerwowy,
a także leczy inne chore organy. Zdarza się np., że po operacji na
woreczku żółciowym, po pewnym czasie dolegliwości wracają. Mój zabieg
powoduje, że kamienie się rozpuszczają i pacjent już właściwie nie ma
więcej kłopotu z dotychczasową dolegliwością.
NADZIEJA DLA CIĘŻKO
CHORYCH
Z pomocy
Jerzego Strączyńskiego korzystają też chorzy na nowotwory. Jest to
kuracja równoległa — lekarska i uzdrowicielska. Terapeuta zauważa, że
po jego zabiegach chorzy czują się dużo lepiej, łatwiej znoszą leczenie
medyczne, w tym chemio-lub radioterapię. W niektórych
przypadkach dochodzi do niespodziewanych wyleczeń i obumarcia raka. Jak
to się dzieje?
— Dla procesu leczenia
istotne jest czy nowotwór jest zwarty, czy też ma przerzuty. Ja je
nazywam mackami. Moje zadanie ma na celu ściągniecie tych macek lub,
jak będzie jeszcze jaśniej, pajęczyn w jedno ognisko do zwartości. Gdy
to osiągnę, to wówczas łatwo doprowadzić do samounicestwienia komórek
rakowych. Odcinam im pożywienie z krwi i wówczas
one same umierają. Obecnie wiele autorytetów naukowych zajmuje się taką
właśnie taktyką walki z nowotworami. To wielka nadzieja w opanowaniu
tej choroby. Przyznam niestety, że nie często udaje mi się doprowadzić
nowotwory do zwartości.
MEDYCYNA
ENERGETYCZNA — DUŻĄ SZANSĄ
Medycyna energetyczna jest
wielką szansą uzdrawiania. Najważniejsze w niej jest to, że terapeuta
porządkuje tylko zaburzenia energetyczne i po takiej naprawie chory sam
się uzdrawia przez własny układ immunologiczny. Kilkunastu terapeutów w
naszym kraju stosuje z powodzeniem tę metodę, osiągając bardzo dobre
rezultaty. Uzdrowiciel taki musi mieć rozwinięty dar jasnowidzenia,
posiadać dużą wrażliwość.
Jerzy Strączyński blisko współpracuje z uzdrowicielem krakowskim
Radkiem Pochą. o którym wielokrotnie pisaliśmy na łamach
,,Uzdrawiacza". Radek Pocha zobowiązał się przybliżyć naszym
Czytelnikom metodę medycyny energetycznej.
STANISŁAW LEŚNY
|